Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

 

Dlaczego nasza szkoła ???

Niby zwykła szkoła,

lecz nie do końca...

Niezwykłe miejsce,

niezwykli ludzie,

specjalny program pobytu

sprawią,iż spotkacie się

z przygodą życia. 

Sprawdźcie nas już dziś ! 

„Ponieważ żyli prawem wilka

historia o nich głucho milczy"

 

Tak pisał o „żołnierzach wyklętych" wielki Zbigniew Herbert. Przez lata byli oczerniani, oskarżani o największe zbrodnie, podłe motywacje, w najlepszym razie o głupotę. Komuniści zrobili naprawdę wiele, by w świadomości społecznej utrwalić negatywny obraz podziemia niepodległościowego. W latach PRL-u powstało wiele prac „historycznych" (zwykle pisanych przez byłych pracowników Urzędu Bezpieczeństwa), książek, wierszy, filmów których cel był jeden, zabić ludzką pamięć, zafałszować prawdę o tym co się działo w Polsce w okresie powojennym.

Zakończenie II wojny światowej przyniosło wolność i pokój wielu narodom. Niestety, nie Polakom. Niemcy zostały wprawdzie pokonane, lecz cel o który walczono przez sześć lat, nie został osiągnięty. Utraciliśmy niepodległość. Niewolę przyniósł „wyzwoliciel" komunistyczny Związek Radziecki. Nasi sojusznicy Wielka Brytania i Stany Zjednoczone w imię pokoju pozwolili Stalinowi na podporządkowanie sobie Polski i innych krajów Europy środkowo wschodniej. Zostaliśmy sami.

Tyle lat walki, poświęcenia,ofiar (ponad 5,5mln zabitych Polaków) i wszystko na marne. Polska podziemna armia Armia Krajowa została rozwiązana 19.01 1945 roku, ale dla jej żołnierzy nie oznaczało to końca walki. Dla komunistów, stali się obok żołnierz Narodowych Sił zbrojnych nieprzyjacielem numer jeden. Nie mieli szans na powrót do normalnego życia. Masowe aresztowania, wywózka na Sybir w najlepszym razie przymusowe wcielenie do armii „berlingowców" to była oferta władz komunistycznych dla ludzi którzy przez lata walczyli o wolność Polski.

Powstaje podziemie antykomunistyczne. Działało w nim około 160 tys. Ludzi, w tym ok.30 tys. walczyło w oddziałach partyzanckich. Byli dowódcy AK, tworzą Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość. Głównym celem Zrzeszenia jest działalność propagandowa, wywiadowcza, opór cywilny przeciw dyktaturze komunistycznej. Kolejni dowódcy WiN starają się zakończyć walkę zbrojną, jednak terror komunistyczny sprawia, że wciąż wielu ludzi ucieka do „leśnych" woląc zginąć z bronią w ręku, niż w katowniach Urzędu Bezpieczeństwa. Krwawe zmagania trwały latami. Ostatni żołnierz podziemia niepodległościowego, sierżant Józef Franczak „ Lalek" ginie w 1963 roku, osiemnaście lat po zakończeniu wojny!

Walce zbrojnej towarzyszy walka propagandowa, w której trzeba przyznać komuniści odnieśli pewien sukces. Takie filmy jak np. „Popiół i diament", „Ogniomistrz Kaleń" skutecznie fałszowały obraz walki „wyklętych" o wolność ojczyzny. Nawet upadek komunizmu początkowo nie wiele zmienił. Przełomem stało się powstanie i owocna działalność Instytutu Pamięci Narodowej oraz prezydentura śp. Lecha Kaczyńskiego, który przez prowadzoną politykę historyczną i odznaczeniową wynagrodził wreszcie tak wielu „wyklętych" za wierną służbę Rzeczpospolitej.

Niestety większość z nich zginęła z rąk komunistów. Dziś pozostała już tylko garstka. Tym większa radość z możliwości wysłuchania prawdziwej historii walki o niepodległość z ust naocznego świadka. Taką okazję mieli uczniowie gimnazjum z ZespołuSzkół Specjalnych w Rymanowie Zdroju. Dnia 27 maja w sanatorium „Zimowit" uczestniczyli oni w spotkaniu z Panią porucznik Stanisławą Samborowską, żołnierzem AK i WiN.

 

Pani Stanisława ma 87 lat, pochodzi z Równego koło Dukli. Do Armii Krajowej wstąpiła gdy miała lat dwadzieścia. Była łączniczką przenoszącą zaszyfrowane rozkazy. Po zakończeniu wojny zaczęła się „druga okupacja, a Pani Samborowska rozpoczęła współpracę z WiN.Pracowała wówczasjako praktykantka na poczcie w Miejscu Piastowym. Przybywali doniej różni, nie znani jej wysłannicy WiN z pisemnymi meldunkami, które dostarczała do swego dowódcy Józefa Długosza ps. Dziadek- kierownika koła gminnego WiN Nadole w Równym.

W budynku w którym znajdowała się poczta znajdował się również komisariat milicji, co oczywiście zwiększało ryzyko. Pewnego razu została wywołana na dwór przez jakiegoś mężczyznę. Nie dość, że wydał jej się podejrzany, to w chwilę po tym jak otrzymała od niego pisemny meldunek, z budynku poczty wyszedł milicjant. Nie namyślając się szybko ucałowała swego rozmówcę, głośno mówiąc „dziękuję, na pewno do cioci przyjadę" Milicjant na szczęście nie zauważył nic podejrzanego Wydawało by się, błaha, nawet zabawna historyjka, ale konsekwencje „wpadki" mogły być potworne. Znajomemu Pani Stanisławy listonoszowi Folcikowi, po aresztowaniu w czasie tortur złamano kręgosłup.

Po ukończeniu praktyki, Pani Samborowska rozpoczęła pracę na poczcie w Równym.Tym razem z meldunkami jeździła do Rzeszowa. Przed wyjazdem musiała dokładnie opisać dowódcy jak się ubierze. Właśnie po ubraniu miał ją rozpoznać jej „kontakt" w Rzeszowie. Za każdym razem była to jakaś nieznana jej osoba. Wyjazd z meldunkiem wymagał sporo samozaparcia. Trzeba było dojść do odległej o 10 km stacji. Czasem po powrocie z Rzeszowa otrzymywała nowy rozkaz i trzeba było ponownie jechać. Jednak Pani Stanisława podkreślała z naciskiem, że nigdy nie zdarzyło się jej buntować przeciw takiemu losowi, nie miała żadnych wątpliwości, bo miała pewność, że to co czyni służy „dobru ogółu". Bardzo dobrze znała dowódcę rejonu „Południe" okręgu rzeszowskiego Antoniego Kościółek ps. „Kostka" i jego żonę Halinę. Czasem gdy było zbyt późno na powrót do domu, nocowała w Rzeszowie w domu państwa Kościółków.

Był lipiec 1947 roku...

Pani Stanisława znowu jedzie pociągiem do Rzeszowa. Nagle skład zatrzymuje się, jakaś awaria. Pociąg stoi w gołym polu. Mijają minuty, godziny. Strach podpowiada łączniczce najgorsze myśli. Z lękiem myśli o przewożonym meldunku, wiezionym nie przy sobie, aleukrytym, zgodnie z regułami konspiracji, gdzieś na półce. Pociąg wreszcie rusza, ale dociera do miasta po 22 godzinie. Oczywiście, na łączniczkę nikt już nie czeka. Decyduje się pójść na nocleg do państwa Kościółków. Wprawdzie bramę zamyka się tam o 10 w nocy, ale mieszkająca na dole sąsiadka, gdy ją się poprosi na pewno otworzy. Dociera wreszcie na ulicę Grunwaldzką, miejsce zamieszkania Kościółka, dowódcy południowego rejonu WiN. Brama rzeczywiście jest już zamknięta, więc tylko cicho puka w okno mieszkającej na parterze pani. Okienko się uchyla.

- Ja do państwa Kościółków...

- Dziewczyno uciekaj. Trzy dni temu ich aresztowali. Tu już UB czeka i wszystkich zamyka.

Nagły, paraliżujący prawie strach. Teraz trzeba spokojnie, tak by nie wzbudzić podejrzeń opuścić to miejsce.

Łączniczka wreszcie dociera na dworzec, ale jest tak zdenerwowana, że nie może znaleźć sobie miejsca. Wychodzi na dwór, a tam zaczepia ją dwóch mężczyzn. Może podrywacze, a może to Oni... „Skąd jest, co tu robi, dokąd jedzie?" „ Jadę z babcią i dziadziem, a dokąd nie powiem"Wraca na dworzec, oni za nią. Łączniczka zauważa jakąś starszą parę. Coś jedzą. Odważnie podchodzi do nich. „Proszę dać mi kawałek chleba i rozmawiać, ze mną. Później wyjaśnię dlaczego"Czasy były takie, że ci obcy ludzie bez wahania pomagają dziewczynie, ale rozmowa się nie klei... O czym tu mówić. Na szczęście dwóch ciekawskich „prześladowców" sobie gdzieś poszło. Chyba podrywacze...

O aresztowaniach poinformowała swego bezpośredniego dowódcę Józefa Długosza.

„ Teraz to już koniec naszej działalności- powiedział, gdy dowiedział się o wszystkim- Ty się nie masz co martwić. Znało cię tylko parę osób i na pewno nikt z nas cię nie zdradzi"

Rozpoczęły się aresztowania na masową skalę. To był już koniec WiN-u.Aresztowano dowódców i członków rzeszowskiego okręgu WiN. W ręce UB wpadł również i Józef Długosz (skazano go na 12 lat więzienia), ale rzeczywiście tak, jak obiecał nikt nie wydał łączniczki Stanisławy.

Ośmiu z aresztowanych zostało skazanych na karę śmierci. Wyroki wykonano. Kilkunastu zmarło w więzieniu, ponad dziesięciu zabito w czasie obław. Pozostali otrzymali wysokie wyroki.

Wydawało się, że UB nie wie nic o pani Stanisławie. Niestety, tak się tylko wydawało.

Wkrótce zaczęły się odwiedziny na poczcie „utrwalaczy władzy ludowej". Pani Stanisławy nigdy nie wzywano na przesłuchania, ale nękano w pracy. Czasami przyjeżdżało kilku ubeków, czasem jeden- nawet kilka razy w tygodniu. Nieustanne pytania, zastraszanie, doprowadziły panią Stanisławę na skraj załamania nerwowego. Ubecy pozwalali sobie nawet na kradzież. Nie raz przy okazji przeszukań „znikało" gdzieś połowę pensji Stanisławy. Była bezradna. Ubek potrafił wyciągnąć pistolet przyłożyć do jej głowy... Raz nawet skręcił w ręku wysoki krucyfiks stojący na jej stole „ To z tobą zrobimy"- powiedział. Jeden z nich zaczął się do niej zalecać- cel uświęca środki. Pani Stanisława nie dawała już sobie z tym wszystkim rady. Ona, dotąd wzorowa i nagradzana pracownica, pracowała coraz gorzej, zaczynała się mylić. W końcu zauważyli to zwierzchnicy. Została wezwana do Krosna. W czasie rozmowy, rozpłakała się. Opowiedziała o nękaniu jej przez UB, o tym, że już nie może tego wytrzymać, a przecież jest niewinna.Być może to jej przełożenie interweniowali w jej sprawie, bo po tej rozmowie Ubecy pomału przestali ją nachodzić.

To już prawie cała opowieść pani Stanisławy. Prawie, gdyż epilogiem stała się historia opowiedziana przez jej córkę, również obecną na spotkaniu w „Zimowicie".

Był rok 1990, zięć pani Stanisławy, mąż jej córki, kilkakrotnie starał się o przyjęcie do pracy w policji. Bezskutecznie. Wreszcie ktoś życzliwy wyjaśnił mu, że nie ma szans „bo jego teściowa była w WiN-ie. Wydarzyło się to w wolnej Polsce, w rok po upadku komunizmu!

Dziś pani Stanisława może wreszcie cieszyć się zasłużonym uznaniem, odznaczeniami, stopniem oficerskim. Chętnie opowiada o swoich losach i chętnie jest słuchana, nasza młodzież podziękowała jej za to wielkimi brawami. Także za jej sprawą „żołnierze wyklęci" odzyskują serca i wdzięczną pamięć Polaków. Mogą wreszcie przemawiać i bronić prawdy o swoim życiu, poświęcanym, jak mówi Pani Stanisława „dla dobra ogółu". Wracają postacie pomordowanych legendarnych dowódców powstania antykomunistycznego „Zapory"- Dekutowskiego, „Ognia"- Kurasia, Antoniego Żubryda ( w jego oddziale było 11 żołnierzy urodzonych w Rymanowie. Jeden z poległych, z jego oddziału jest pochowany na rymanowskim cmentarzu). Różne były ich losy, czasem błądzili, wzbudzali kontrowersje, ale ich celem była wolna Rzeczpospolita. Byli wśród nich również i „rycerze bez skazy"- Witold Pilecki, Antoni Heda „Szary" czy pułkownik Łukasz Ciepliński. Tenostatni, w czasie wojny dowodził rzeszowską AK, po wojnie był prezesem IV komendy WiN. Aresztowany w 1947, przez trzy lata okrutnie torturowany, został skazany na siedmiokrotną karę śmierci. W jednym z ostatnich swych grypsów pisał do swego kilkuletniego syna Andrzeja:

„Andrzejku! Wymodlony, wymarzony i kochany mój synku. Piszę do Ciebie po raz pierwszy i ostatni. W tych dniach mam bowiem być zamordowany. Ja odchodzę- Ty zostajesz by w czyn wprowadzać idee ojca. Cieszę się, że będę zamordowany jako katolik za wiarę świętą, jako Polak za Polskę niepodległą. Jako człowiek za prawdę i sprawiedliwość. Wierzę dziś bardziej niż kiedykolwiek że Idea Chrystusowa zwycięży i Polska niepodległość odzyska, a pohańbiona godność ludzka zostanie przywrócona.To moja wiara i moje wielki szczęście. Żegnaj mój ukochany. Całuję i do serca tulę. Błogosławię i Królowej Polski oddaję"

płk. Łukasz Ciepliński

Dnia 1 marca 1951 roku pułkownik Ciepliński wraz ze swoimi towarzyszami z WiN został zamordowany w mokotowskim więzieniu. Z inicjatywy śp.prezydenta Lecha Kaczyńskiego, Sejm R.P. ogłosił dzień 1 marca Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Niech nasza pamięć, będzie podziękowaniem dla nich, dla tych którzy parafrazując „Przesłanie Pana Cogito" Zbigniewa Herberta „Szli wyprostowani wśród tych co na kolanach, wśród odwróconych plecami i obalonych w proch. Byli wierni, szli"

Dziękujemy pani Stanisławo.

Autor: Marek Żaromski

Rymanów Zdrój - Po zdrowie w Rymanowie

Rymanów Zdrój położony jest 4 km

na południe od miasta w dolinie Taboru

Czytaj więcej...

Media o nas

Drogi Gościu zapraszamy Ciebie do zobaczenia co o nas piszą media.

Czytaj więcej...

Od czego zacząć

Żeby zapisać się do naszej szkoły wystarczy tylko kilka minut. Zobacz jakie to proste!

Czytaj więcej...

Joomla templates by Joomlashine Projektowanie stron internetowych MISTEO.PL